obejmująca miłość całą, jaką ona i on zamknęli w sobie.
I gdy rękę niżej obsunęła, poczuła, jak ją szorstko liże płomienny język ciszy.
Brzuch miała jak kroplę ogromną, w rozłożystą misę biódr zamknięty.
W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie pnie się w niej ten roślinny puch, twardnieje w orzech - to było dziecko małe, które wkołysali ciepłym ciał swych pomrukiem jak szelestem morza w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi ogarnęła i rosła rączkami drobnemi, zarysem ust różowych, roślinką maleńką, którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką i która dziś się spełni i wzejdzie człowiekiem nad przymróżoną lekko ziemi złej powiekę żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą?

07.01.2010 r.